NOWOŚĆ! Zadawaj pytania postaciom z tego opowiadania na character-ask-yimb.tumblr.com w zakładce "message"!
Dom Skoczka: reason-to-be-suicidal.tumblr.com
Hej, Monsterki! Dużo osób w komentarzach pytało (albo prosiło) o nowe opowiadanie. Zainteresowanych kieruję na giovimonster.tumblr.com, a później do zakładki "TWÓRCZOŚĆ". Zaczęłam pisać nową historię o Larrym oraz takie dodatkowe, w którym pojawi się para hetero (nie zdradzę kto z kim) oraz Niam. Zapraszam! xoxo

czwartek, 29 marca 2012

Rozdział 1.

Obudziłem się sam w pokoju. Kiedy tylko się ocknąłem, poczułem przeszywający w jednym momencie całe nagie ciało chłód. "Lepsze to od bólu psychicznego", pomyślałem, odchylając głowę w stronę otwartego okna. Zimny wiatr omiótł moją twarz, co spowodowało dreszcz i gęsią skórkę, która zawładnęła na mojej skórze. Jakoś nie przywiązywałem do tego wielkiej wagi. Ślamazarnym krokiem zwlekłem się z łóżka, ręką przeczesując ciemne włosy. Schyliłem się po parę białych bokserek leżącą obok łózka i wsunąłem ją na siebie. Następnie ubrałem pierwsze-lepsze dresy, które akurat miałem pod ręką. Otworzyłem okno i, krzywiąc się lekko z bólu objawiającym się po wejściu na metalowe dachówki, położyłem się na nie. Robiłem to prawie codziennie od kilku tygodni. Już straciłem rachubę czasu. Stało się to nałogiem, jak również parę innych czynności. Na szczęście nikt tego nie zauważył. Nie usłyszałem niczego od chłopaków na temat przesiadywania na dachu w środku zimy półnago. Na co nie narzekałem, bo nie uśmiechało mi się tłumaczenie pięciu przyjaciołom, dlaczego robię to, co robię.
Marzłem. Czułem się, jakby kawałki lody wsiąkały w moją skórę, zamieniając ją w niewyobrażalnie chłodne ciało stało. Z uśmiechem na twarzy czekałem, aż stracę czucie w palcach, a powietrze w moich płucach zacznie zamarzać, przylegając do ścianek aparatu, czego efektem będzie to, że zabraknie mi tchu. Oddech wtedy był płytszy i krótszy. Gdy już sprawiało mi to coraz większy ból, przygotowywałem się na najgorsze. "Jeszcze kilka minut zostało, wytrzymasz.", powiedziałem do siebie w myślach. Czułem delikatny ucisk w klatce piersiowej uprzedzający to, co dopiero zaraz nastąpi...
Z moich ust wydobył się cichy jęk. Myślałem, że zaraz zacznę zwijać się z bólu. Wstałem z dachu i spojrzałem w dal, chcąc ujrzeć coś, cokolwiek, pozytywnego. Przeklnąłęm pod nosem, widząc jedynie mgłę rozciągniętą po całym niebie, co sprawiło, że wyglądała jak rozlane mleko na szarych kafelkach. Wróciłem do pokoju i z obojętnością wymalowaną na twarzy, zacząłem ubierać kolejne części garderoby. Skierowałem twarz w stronę drzwi. Potem spojrzałem na zegarek. 9.48. Za chwilę wróciłem wzrokiem do poprzedniego miejsca. Klamka ani drgnęła; nie zaskrzypiała i nie opadła chociażby na centymetr. Ze skrytą nadzieją czekałem jeszcze chwilę, żeby chociaż się trochę poruszyła. I znowu doznałem bolesnego rozczarowania. Była w tym samym miejscu. Liczyłem, że Louis będzie próbował się dostać do mnie. Robił to od zawsze, nawet wtedy, kiedy się zamykałem na cztery spusty, ale od naszej ostatniej rozmowy nie przywitał mnie rano ani razu. "Nie powinieneś się dziwić. Potraktowałeś go paskudnie", skarciłem swoją osobę.  Wściekły na siebie, wyszedłem z pokoju, kierując się wprost do łazienki. Pierwszy raz od kilku miesięcy nie zamknąłem drzwi. Zostawiłem je otwarte na ścież. Zabrałem się za poranną toaletę. Na sam początek chlusnąłem sobie zimną wodą w twarz, by przebudzić się całkowicie. Na ciele wyczuwałem jeszcze dreszcze. Spojrzałem w lustro. Widok był straszny, jednak ja już się do niego przyzwyczaiłem. Podkrążone oczy były efektem nieprzespanych nocy, a zadrapania na szyi i policzkach... Uznajmy to za zwykły wypadek. Wszyscy w to uwierzyli. Chwyciłem szczoteczkę do zębów i miętową pastę z fluorem. Gapiąc się w lustrzane odbicie, myłem zęby. Nagle zobaczyłem w nim stojącego w drzwiach Liama.
- Zapomniałeś zamknąć drzwi. - powiedział wolno. W jego głosie zawsze wyczuwałem, że się martwi. Wiadomo, był Daddy Direction, mimo to, iż wcale nie był najstarszy. Teraz w oczach stanęły mi łzy, kiedy on wypowiedział te słowa z niewyobrażalna obojętnością.
Wyplułem ostrą pianę z ust i, nachylając się nad umywalką, zacisnąłem obydwie dłonie na zimnych brzegach ceramiki, wcześniej wyrzuciwszy przedmiot z prawej ręki.
- Nie zapomniałem. Po co mam się zamykać?
- Nie wiem. Ty tak robisz.
- Łem. Robiłem. - warknąłem, po czym wypłukałem usta.
Skończyłem się ogarniać i wyminąłem go w drzwiach. Coś mruknął pod nosem, ale nawet nie prosiłem, by powtórzył. Niech myśli sobie, co chce. Zszedłem do kuchni. Niall już myszkował z głową w lodówce.
- Hej. - powiedziałem na przywitanie.
Chłopak wychylił się zza drzwi i uśmiechnął do mnie.
- Hej, Styles! - zawołał.
Byłem naprawdę zadowolony z tego, że chociaż ktoś w tym domu normalnie się do mnie odzywa.
- Robię jajecznicę. Też chcesz? - zapytał, kiedy sięgał do lodówki po składniki.
- No. Możesz mi zrobić. - odpowiedziałem, ukazują szereg białych zębów.
Wyjąłem z kredensu dwie szklanki i nalałem do nich soku wieloowocowego. Usiadłszy na barowym  stołku przy wysepce, przyłożyłem sobie brzeg szklanego naczynia do ust. Upiłem łyk napoju i kiedy odstawiłem go na blat, wytarłem wargi palcami. Po kilku minutach Irlandczyk wyłączył palniki i nałożył na dwa talerze jajecznicy. Podsunął mi pod nos śniadanie. Ująłem w dłoń widelec. Ranek zapowiadał naprawdę miły dzień, jednak ja już traciłem nadzieję, że wszystko się ułoży i będzie jak dawniej. Brakowało mi wielu rzeczy, które prawdopodobnie już nie wrócą.
- Co jest? - spytał Niall.
Spojrzałem na niego pytająco.
- Ale że z czym?
- Z tobą. Osoba, która niczym się nie martwi, je normalnie, a ty tylko bawisz się tym jedzeniem. To powinno być karalne! - powiedział i skarcił mnie palcem. - No jedz. - przejął kontrolę nad moją dłonią, a drugą otworzył moją buzię. - Amku, amku. - zaczął mówić do mnie jak do małego dziecka, jednocześnie karmiąc.
Louis wszedł do kuchni. Z zaciśniętymi zębami patrzałem, jak przygotowuje sobie posiłek, nawet nie spoglądając w moją stronę.
~ ~ ~
Siedziałem na tarasie, przysłuchując się łagodnym brzmieniom gitary wydobywanymi za pomocą delikatnych pociągnięć strun. Niall komponował jakąś nową piosenkę. Nie miał nic przeciwko temu, żebym siedział z nim. Nigdy tego nie lubił, dlatego miałem wrażenie, że coś zauważył i zgodził się z litości. Parę razy pytał, co się dzieje. Martwił się o mnie, a naprawdę nie miał o co. Starałem się go o tym przekonać, ale on i tak wierzył w swoją rację. Liam siedział w salonie i oglądał telewizje, natomiast Zayn chyba był u siebie. Wszyscy w domu. Wszyscy, próz Louisa. Nawet nie wiedziałem, gdzie poszedł.  Po prostu wziął kluczyki i pojechał w bliżej nieokreślone miejsce. "Zapewne z Eleanor".
Kiedyś ona przyjeżdżała do mnie, by pogadać, spędzić miło czas. W końcu się przyjaźniliśmy. Ale odkąd powstał ich związek, Louis wydoroślał, a ona zapomniała o mnie. I to mnie najbardziej bolało. Koniec Larry'ego Stylinson. Choć przyznaję się, że to również moja wina. Zacząłem się od nich odsuwać, a w szczególności od Tomlinsona, bo nie chciałem nieszczęścia. Bałem się, że któregoś dnia po prostu wymięknę i stanie się coś, czego żałowałbym na 90%. Tylko te marne 10% oddałem na pomyślne zakończenie.
- Już jestem! - krzyknął Louis.
Spojrzałem w stronę wejścia. Nawet wyraźnie widziałem, choć miałem obraz przez okno. Właśnie wszedł z Eleonor do domu. Dziewczyna przytuliła się do Liama na przywitanie, a nam pomachała z daleka. Oboje udali się na piętro. 
Poczułem ścisk w żołądku. Ze zdenerwowania rozbolał mnie brzuch.
- Idę do siebie. - mruknąłem i, nie zważając na pytania Nialla, ruszyłem przed siebie.
Po schodach wszedłem wolnym krokiem.
- Louis... - usłyszałem cichy głos kobiecy. 
Udałem, że nic do mnie nie doszło i poszedłem przez korytarz w stronę swojego pokoju, Gdy tylko wyszedłem za ściany, zauważyłem ich całujących się przed pokojem chłopaka.
Lou stał przed nią i pieścił jasnoróżowe usta, napierając na swoją dziewczynę. Ona opierała się o drzwi. Zobaczyła mnie i odepchnęła klejącego się do niej bruneta. Spojrzał na mnie, lecz nic nie powiedział. Ostatnimi czasy odzywał się do mnie tylko wtedy, kiedy rzeczywiście musiał. Eleonor się zmieszała. Nie minęła minuta i oboje zniknęli za drzwiami pokoju. Chyba mnie to zabolało. Wparowałem do pokoju Zayna. W momencie wyjął słuchawki z uszu i zapytało, o co chodzi.
- Idziesz ze mną? - spytałem od razu.
- Gdzie? 
- Do klubu. Idziesz czy nie?
- No jasne. Ale czemu tak nagle?
- Musze odreagować. - rzuciłem i wybiegłem z pokoju.
~ ~ ~
Nawet nie znałem jej imienia. Nie pamiętałem, jak nasza znajomość się rozpoczęła. Pewnie tak jak każda. Jeden drink, drugi...
A później tylko taniec. Ona klei się do mnie, ja trzymam dłonie na jej pośladkach. Nie musimy nic mówić, oboje jesteśmy już na tyle pijani i śmiali, że wiemy co teraz. Toaleta, pokój hotelowy, jej lub mój dom. 
Tym razem znaleźliśmy się w damskiej toalecie, w kabinie 1mx1m. Szczupła dziewczyna, o kruczoczarnych włosach falujących z każdym jej ruchem, całowała mnie, głaskała i lizała. Zachowywała się jak pragnący czułości kociak. Jej dłonie opadły na rozporek od moich spodni. Gdy już rozprawiła się z paskiem i zamkiem, dotknęła mojego krocza. 
- Chyba ci się nie podoba. - powiedziała oburzona.
Pokręciłem głową przecząco i skupiłem się na niej. Racja, nie działała na mnie prawie wcale, jednak zmusiłem się do tego. Po chwili uśmiechnęła się enigmatycznie, dając do zrozumienia, że moje wymuszone podniecenie działało.
Gdy nasze usta zetknęły się w namiętnym pocałunku, rękoma wymacałem rozporek od jej spodni. 
- Szybki jesteś. - szepnęła, gryząc mnie delikatnie w prawe ucho. 
Powoli zsunęła moje bokserki. Chciała się schylić, jednak w ostatniej chwili ją powstrzymałem i objąłem mocno. Wsunąłem język pomiędzy jej wargi, odpowiedziała tym samym. W momencie, kiedy się się od siebie oderwaliśmy, spytałem czy jest dziewicą. Wyglądała na około szesnaście lat.
- Chyba żartujesz. - zaśmiała się i znów próbowała kucnąć, kiedy ja oparłem ją o ściankę  i delikatnie wszedłem w nią. Dziewczyna cicho jęknęła.
~ ~ ~
- Ile zaliczyłeś? - spytał Zayn. Od początku domyślał się, jaki był cel tej wyprawy.
Właśnie weszliśmy do mieszkania i od razu ubraliśmy się na górę.
- Nie wiem, dwie czy trzy. - machnąłem lekceważąco ręką. - A ty?
- Nie pojechałem na tą imprezę pieprzyć. - odpowiedział.
- Spokojnie, nie bij. - uśmiechnąłem się do niego.
Chłopak powiedział, że pójdzie się umyć pierwszy. Nie kłóciłem się z nim. Ja wolałem teraz się na chwilę położyć. "Odreagowałeś?", zapytałem siebie w myślach. "Robiłeś to na siłę. Nie chciałeś tego seksu"
Chciałem, nie chciałem - co za różnica? Ważne, że choć na chwilę odreagowałem. Wiem, że zachowywałem się podle i nieczule w stosunku do tych dziewczyn, jednak egoizm wziął górę. Nie potrafiłem nad tym zapanować.
Gdy Zayn wyszedł z łazienki, nadeszła moja kolej. Wziąłem ręcznik i poszedłem tam. Zacząłem się rozbierać i kiedy byłem już nagi, stanąłem przed lustrem zamieszczonym na jednej ze ścian na całej jej szerokości i długości. Oglądałem swoje wykończone ciało. W paru miejscach miałem zadrapania, gdzie indziej siniaki, a tatuaż w pachwinie idealnie się komponował z tymi ranami. Wyglądało to jak obraz nędznego człowieka.
"Kim ty jesteś?", szepnął głos w mojej głowie. "To już nie ten sam Harry Styles, który jeszcze kilka miesięcy temu był zawsze uśmiechniętym członkiem zespołu One Direction"
- Kim jesteś? Co zrobiłeś ze mną? - warknąłem do swojego odbicia. Oczy zaszkliły mi się od napływających łez. Do pokoju nagle wparował Zayn, a ja byłem zdezorientowany. Dopiero po chwili zorientowałem się, co się dzieje, kiedy on z niedowierzaniem patrzył na mój tatuaż. Nie zdążyłem go niczym zakryć.
___
Taki tam szajs. <3
Przepraszam za wszelkie błędy, ale nie mam już siły sprawdzać. Sorry jeszcze za hójoFy szablon, ale dopiero w weekend będę mieć czas, by go w miarę ogarnąć. Wiem, jesteście może trochę zawiedzeni, że Harry okazał się być takim właśnie Harrym. Później wszystko się wyjaśni. 
+ jeśli czytasz, napisz komentarz, prooooszę! Zajmie Ci to chwilę, a mi da do myślenia czy jest sens pisać dalej. Jeśli chcesz być informowany o NN, podpisz się nickiem z twittera albo podaj gadu czy cokolwiek innego. : )

poniedziałek, 26 marca 2012

Prolog.

 Zanim zaczniesz czytać, włącz sobie: Give me love.
Miłego czytania.
___
"Pedał", powtarzałem w myślach to, co słyszałem non stop, wszędzie. Oczywiście od osób, które mnie wręcz nie cierpiały za... No właśnie, za co? Jeśli fan mówi, że jesteś najlepszy, nie zastanawiasz się, dlaczego tak mówi. Mówi tak, bo dla niego jesteś inspiracją, bo jesteś jego idolem. Ale gdy ktoś powie "Jesteś beznadziejny" i nie ma ochoty o tobie słuchać, patrzeć na ciebie. Bije od niego czysta nienawiść do twojej osoby. To spojrzysz w lustro i jedyne co ci się nasuwa to "Dlaczego mnie nienawidzisz? Co ja ci takiego zrobiłem?". I nawet się nie orientujesz, kiedy po policzkach spływają ci słone łzy sączące się z twoich oczu z coraz mocniejszym nasileniem. I nawet jeśli jest to jedna na milion. Sprawi to ból, jakiego nigdy dotąd nie poczułeś. Zawsze chciałem być osobą, która po prostu przejdzie obok tego obojętnie. Zlekceważy to z podniesioną głową ku niebu, idąc dumnym krokiem w stronę swoich marzeń. Jednak ja nie mogłem być taką osobą. Po prostu nie potrafiłem. Spojrzałem w lustro zamieszczone w drzwiach szafy. Co widziałem? Nagiego chłopaka z burzą loków na głowie. Przejechałam palcami powoli po delikatnie umięśnionym ciele. Odkąd zacząłem chodzić na siłownie, bardziej się sobie podobałem. Wyglądałem lepiej i bardziej atrakcyjniej. Nie mówiąc już o tysiącach pochwał od fanek, które były jednymi z najistotniejszych rzeczy w moich życiu. Spojrzałem na tatuaż wydziergany pod miednicą, w lewej pachwinie. Dosyć nietypowe miejsce na tatuaż? Owszem. Nikt o nim nie wiedział, prócz tatuażysty, który przysiągł nie zdradzić tego mediom tylko za dodatkową, "drobną" dopłatą. Miałem go od około miesiąca i od tamtej pory ani razu nie pokazałem się nikomu nago. Chłopaków po kilku dniach zaczęło to dziwić. Padały pytania czy coś nie tak z moim penisem, skoro raczyłem zaszczycić ich swoją obecnością przy śniadaniu inaczej niż zazwyczaj, w bokserkach. Chciałem, by ten nadzwyczaj szczególny dla mnie znak, został nieodkryty jak długo tylko się da.
- Harry, otworzysz? - usłyszałem głos Louisa z towarzyszącym mu pukaniem do drzwi.
Codziennie próbował wejść, ale nie udawało mu się, jak nikomu zresztą. Na noc zamykałem się na klucz, co również robiłem od niedawna.
- Chwila. - zawołałem.
Sięgnąłem do komody po bokserki. Założyłem je prędko i otworzyłem chłopakowi drzwi szeroko, gestem ręki zapraszając do środka. Usiadł na brzegu łóżka, co miał w zwyczaju, kiedy ja stanąłem przed szafą i szukałem wzrokiem czegoś do ubrania. Palcem przejechałam po kilku koszulkach, minąłem ze dwie pary spodni, wybierając jasne beżowe ze zwężanymi nogawkami. Rzuciłem je za siebie. Spadły prawdopodobnie na pościel, tuż obok chłopaka. Znowu zacząłem wyszukiwać czegoś na górę. Westchnąłem ze stwierdzeniem, że nie wiem, co na siebie włożyć. Zapatrzony w stertę ubrań, nawet nie usłyszałem, jak Louis wstał. Zorientowałem się dopiero, gdy on stanął tuż za mną, opierając podbródek w zagłębieniu na mojej szyi.
- Unikasz nas. - skwitował z ledwie wyczuwalna troską.
- Wydaje ci się. - odpowiedziałem lekko drwiącym tonem.
- Nie, nie wydaje mi się. - rzekł stanowczo.
- A co na to wskazuje?
- Zamykasz się w pokoju, nie rozmawiasz z nami tak jak kiedyś. Gdy wychodzimy na jakąś imprezę to albo non stop tańczysz i zgadujesz dziewczyny, do nas podejdziesz ze dwa razy. Albo zostajesz w domu i zawsze się usprawiedliwiasz.
- Ostatnio miałem dużo na głowie.
Skłamałem, perfidnie skłamałem. Przyznaję się, nie lubiłem tego robić, a w szczególności w stosunku do Louisa, Nialla, Liama bądź Zayna. Jednak nie miałem innego wyboru. Nie byłem gotowy na wyjawienie im prawdy. Ale jakiej prawdy? Sam do końca nie byłem tego pewien.
- Byłeś zajęty nic nie robieniem? - sarknął mój przyjaciel. Widząc, że ja nadal nie reaguję, spytał: Nadal myślisz o tych obelgach po ostatnim koncercie?
Poczułem nagły puls w nadgarstku, kiedy zacisnąłem pięść ze złości. Zapomniałem o tym na chwilę, bynajmniej  tym, że cierpiałem przez to. Ale i tak nie chodziło o to. Chodziło tylko o moją niechęć do poznania siebie i powiedzeniem na głos "Hej, jestem Harry Styles i..." nawet nie chciało mi to przejść przez głowę. Choć miałem już wybraną koszulkę w zaciśniętych palcach prawej dłoni, wciąż stałem przed otwartą szafą. I ani drgnąłem, kiedy poczułem jego dłonie na moich brzuchu. Przeszył mnie dreszcz przez całe ciało. Najbardziej objawiając się pulsującym bólem w podbrzuszu.
- Przestań. - poprosiłem, a jego palce powędrowały na bokserki. Delikatnie wsunął je pod nie i zatrzymał na kościach biodrowych. Wiedział, że jest to moje najczulsze miejsce i zawsze wykorzystywał ten fakt, by coś ode mnie wyciągnąć. - Nic nie ukrywam. - mruknąłem, wyprzedzając jego pytanie.
Bez słowa odpowiedzi zsunął obciskający materiał  części mojej skóry. W porę się odsunąłem i nie zdążył ich ściągnąć na tyle, by zobaczyć dziarę. Chciał za wszelką cenę dowiedzieć się czegoś, co, według niego, ukrywałem. Spojrzał na mnie z troską wymalowaną na twarzy.
- Śniadanie zaraz będzie. - powiedział bez emocji i wyszedł z pokoju.
___
Od razu napiszę, że w tym blogu pojawią się sceny dosyć intymne, więc jeśli nie chcesz czytać tego typu rzeczy, zrezygnuj. Chyba, że chcesz dać mi szansę...
Rozdział z dedykacją dla Karoliny(@proorsus), bo jako pierwsza usłyszałaś o moim pomyśle i mnie wspierałaś telepatycznie przy pisaniu, mam nadzieję przynajmniej. <3
Mam nadzieję, że nie wyszedł prolog najgorzej. W każdym bądź razie, teraz biorę się za szablon i przepraszam za błędy językowe i interpunkcyjne, myślę, że się domyśliliście. o co chodzi, jak był jakiś błąd. I przyznaję się, że początek pisałam na podstawie fragmentu z "Year making of One Direction"(jakoś tak ten tytuł był, dokładnie nie pamiętam :<)
+ jeśli czytasz, napisz komentarz, prooooszę! Zajmie Ci to chwilę, a mi da do myślenia czy jest sens pisać dalej. Jeśli chcesz być informowany o NN, podpisz się nickiem z twittera albo podaj gadu czy cokolwiek innego. : )
Dziękuję i kłaniam się nisko.